+48 692 796 037 asanka@asanka.eu
ZMIERZ SIĘ Z PRZYGODĄ
AKTYWNIE ŚWIADOMIE BEZPIECZNIE

Islandia Stopem – podróż utrwalona drukiem

05.08.2020

Islandia była baaaardzo długo moim marzeniem. Pojawiła się w mojej głowie jeszcze, gdy byłam dzieckiem i zaczytywałam się książkami o niezwykłych wyprawach, mniej i bardziej baśniowych postaci, które trafiały na tą niezwykłą wyspę. Kraina rządzona przez żywioły. Ścierające się ze sobą ogień i lód niczym dwójka namiętnych kochanków. Ten niespokojny związek kształtuje cały krajobraz wokół. W chwilach czułych pieszczot wszystko jest sielankowe. Zwierzęta spokojnie pasą się na pastwiskach, wodospady niczym lśniąca biżuteria ozdabia krajobraz. Gdy jednak dojdzie do wrzenia niszczą wszystko na swojej drodze i siebie nawzajem. Ta trudna miłość nadaje temu miejscu niezwykły i magiczny charakter, który jest jeszcze podsycany opowieściami o kryjących się wokół magicznych stworach. Trolle, ziemni ludzie, elfy, a także islandzkie sagi i oczywiście opowieści o Wikingach!

Na Islandię wracałam kilkakrotnie, za każdym razem przemierzając ją stopem.  Obecnie planuję kolejną wyprawę, ale tym razem zamierzam zabrać ze sobą rower. Wszystkie najważniejsze punkty, które są na listach TOP Islandii do zobaczenia mam już „zaliczone”, a nawet wiele więcej. Objechałam wyspę islandzką jedynką, zwiedziłam fiordy zachodnie, odwiedziłam Wyspy Vestmannaeyjar oraz wszystkie atrakcje złotego kręgu. Wydawałoby się, że do szczęścia już nic mi nie brakuje. Jednak wciąż kuszą mnie fiordy wschodnie i interior.

Spotkania z tamtejszą zwierzyną też są niesamowitym przeżyciem, szczególnie gdy się tego najmniej spodziewamy. Lisy polarne w pobliżu namiotu, atakujące ptaki w czasie spaceru, foki wylegujące się na trasie marszu, przyjacielskie islandzkie koniki, renifery i olbrzymie wieloryby i orki, które pojawiają się w zatokach. Z baśniowych postaci spotkałam Świętego Mikołaja po cywilu. O tym piszę m.in. w książce Islandia Stopem.

Życie autostopowicza na Islandii nie jest złe. Dość szybko znajduje się chętny, który podwiezie podróżnika. Często kierowcy nadrabiają drogi, aby zawieść nas bliżej naszego kolejnego celu. Często zdarzało się, że sami z siebie zamieniali się w lokalnych przewodników obwożąc i opowiadając różne historie o miejscach, w które byśmy sami nie dotarli z braku czasu. Częstotliwość przejeżdżających samochodów zmniejsza się wraz z oddalaniem się od stolicy – Reykiawiku. Tym samym zwiększa się czas oczekiwania na kolejną okazję, ale zawsze jednak ktoś się znalazł. Najdziwniejsze jest to, że przez trzy wyjazdy ani razu nie zabrał nas żaden Polak. A przecież jest to największa mniejszość narodowa na Islandii – aż 10% mieszkańców wyspy!!!! Słyszeliśmy polską mowę tylko przy okazji wizyt w sklepach, gdy uzupełnialiśmy prowiant. Podwozili nas więc głównie miejscowi Islandczycy oraz inni turyści na wyspie dysponujący wynajętymi samochodami. Niektóre autka, na pierwszy rzut oka, nie miały prawa nas pomieścić z dwoma gigantycznymi plecakami i jeszcze dwoma mniejszymi. A jednak się dało!

Mieszkaliśmy na dziko w namiocie, tylko sporadycznie korzystając z dobroci kempingów. Najchętniej w ogóle byśmy z nich nie korzystali, ale są miejsca na wyspie, gdzie na dziko jest zabronione. Istnieje za duże ryzyko, gdyby jednak któryś wulkan pod lodowcem się obudził i wyrzucając gorącą lawę stopił wysoką na kilometr powłokę lodu. Masy wody, błota i kamieni nie znają litości i równają krajobraz jak wałek ciasto na stolnicy. Krótko mówiąc nie uciekniesz i nikt ci nie pomoże. Kempingi natomiast stanowią jednocześnie punkty ewakuacyjne.

Tylko raz nocowaliśmy w zakazanym miejscu – na brzegach lodowcowej laguny Jökulsárlón. Akurat trwała noc polarna i do tego rozpoczynający się sztorm nadciągający ze wschodu. Trochę nie mieliśmy wyjścia. Jednak widok na jezioro i górski krajobraz był niesamowity. A że akurat trwała erupcja, Bárðarbunga, wulkanu ukrytego pod lodowcemVatnajökull, nad szczytami unosiła się łuna czerwonej poświaty rozgrzanej lawy. A jeszcze zanim pojawiły się pierwsze objawy nadciągającego sztormu, ponad tym wszystkim na rozgwieżdżonym niebie widać było zorzę polarną. Możecie się tylko domyślić, jak bardzo jest mi „przykro”, że utopił nam się na tym wyjeździe aparat.

Po latach od tych wyjazdów znalazłam swoje wspomnienia z każdego dnia przebytej podróży, spisane ołówkiem w zeszycie w trzy linie. I mimo że objechałam już ziemię dookoła i odwiedziłam tak wiele krajów i miejsc to właśnie ten zeszyt ze spisanymi w trakcie podróży myślami, miejscami i zdarzeniami stał się najlepszą pamiątką. Z czasem uciekają wspomnienia, nazwy miejsc, spotkani ludzie. Wówczas wpadłam na pomysł, aby napisać książkę. Bardziej dla siebie, aby nie zapomnieć. Trochę dla rodziny, aby móc się z nimi podzielić własnymi przeżyciami. Na pewno dla własnych dzieci. Ale też dla innych głodnych przygód osób, które chcą poczytać jak to inni zrobili i co przeżyli.

Tak powstała Islandia Stopem. Relacja z pierwszego wyjazdu na Islandię. Mieliśmy ambitny plan, aby objechać wyspę dookoła, ale tak często modyfikowaliśmy trasę pod wpływem sugestii miejscowych, że zabrakło nam czasu. Z perspektywy myślę, że tak właśnie miało być, abyśmy wracali tam jeszcze kilkakrotnie.

Moim kompanem w czasie tych wyjazdów był A. Mój ówczesny partner tak prywatnie, jak i podróżniczo. Z czasem nasze drogi się rozeszły, a kontakt zniknął.  Gdy zaczęłam pisać książkę nie miałam z jego strony zgody na podanie danych osobowych, więc pozostał tajemniczym A. Pominęłam też nasze prywatne wątki, choć niektórzy twierdzą, że brakuje im tego. W zasadzie ograniczyłam się do samej relacji z podróży. Nie rozpisywałam się na temat historii, legend i geologii. Nie chciałam, aby był to przewodnik. Choć niektórzy też tego oczekiwali.

Zaczynam przygotowania do wyprawy rowerowej po Islandii, a jednocześnie piszę drugą książkę o drugiej i trzeciej wyprawie po wyspie stopem. Tym razem na pewno poza samą relacją będzie więcej opowieści. I o historii i o legendach, a także o naturze. Może nawet o ludziach.

O przygotowaniach do kolejnej wyprawy oraz o kolejnej książce będę informować na fanpage. Pierwszą część możecie natomiast zakupić na Blogu w zakładce Moje książki. Miłego czytania!

🚴‍♂️🚴‍♂️DO ZOBACZENIA NA TRASIE😘🚴‍♂️

Brak komentarzy

Dodaj komentarz